HORODEC
W 1492 r. Horodec vel Horodziec nadany został przez króla Aleksandra Jagiellończyka
kniaziowi Juriemu Semenowiczowi Holszańskiemu[1].
Prawdopodobnie jako posag córki jego syna Semena, Tatiany, dobra te przeszły
następnie w posiadanie jej męża ks. Konstantego Ostrogskiego, hetmana
wielkiego litewskiego i włączone zostały później w skład ordynacji, dzieląc
jej losy. W 1753 r., na podstawie „transakcji kolbuszowskiej” dostały się
Karolowi Szydłowskiemu, miecznikowi smoleńskiemu[2].
W kilkanaście lat później Horodec staje się własnością Urbanowskich.
Jako ludzie
zamożni na szerszej widowni pojawili się Urbanowscy dopiero w drugiej połowie
XVIII w. Niesiecki[3] (3)
wymienia wprawdzie kilku przedstawicieli rodziny o tym nazwisku, żyjących
wcześniej, głównie w Wielkopolsce, nie wychodzi jednak na ogół poza ramy XVII
w. i nie podaje ich wzajemnego powiązania. Nawet herb Prus I, którym się
pieczętowali, nie jest całkowicie pewny. Skądinąd wiadomo, że w 1763 r.
nobilitację otrzymał neofita Walenty Urbanowski[4].
Nie wiemy, czyim synem był Józef Urbanowski, który w 1767 r. od ks. Marcina
Lubomirskiego nabył Kisiele z Pisarzówką i Ordyńcami, należące poprzednio
również do Ordynacji Ostrogskiej[5].
On też kupił najprawdopodobniej Rachny Lasowe na Podolu.
Józef Urbanowski miał dwóch synów: Krzysztofa, zdaje się nieżonatego, a w
każdym razie bezpotomnego oraz Antoniego, późniejszego deputata guberni
wołyńskiej, ożenionego z Elżbietą Kruszewską, córką pułkownika wojsk polskich,
rodzoną siostrą Franciszki, żony Wojciecha Woronicza, marszałka zwiahelskiego.
Starszy syn otrzymał w dziale Rachny, młodszy zaś - Horodec i Kisiele. Ponieważ
Antoni Urbanowski także nie posiadał potomstwa, po jego śmierci w 1843 r.
dożywotniczką całej fortuny stała się wdowa, Elżbieta Urbanowska (zm. w 1854
r.). Przeniosła się ona jednak na stałe do podarowanych jej w 1822 r. przez
męża Kisiel w powiecie starokonstantynowskim. Dobra horodeckie przeszły natomiast
na Edwarda Starzyńskiego, wnuka po siostrze męża, żonatego ze słynną niegdyś z urody
Izabellą Mostowską, wdową po Aleksandrze Potockim, zamiłowaną numizmatyczką,
przebywającą głównie w Dreźnie.
Starzyńscy nie osiedlili się w Horodcu, gdyż mieli do
dyspozycji swą własną rezydencję na Podolu. Odziedziczony majątek i siedzibę
utrzymywali jednak w porządku aż do śmierci Elżbiety Urbanowskiej, niczego stamtąd
nie zabierając. Dopiero w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych pałac
ogołocony został stopniowo z całego urządzenia. Zaniedbany Horodec od syna
Edwarda - Bolesława Starzyńskiego, rzeźbiarza i złotnika, w 1870 r. nabył
Rosjanin gen. Kurłow, który zresztą transakcji tej użyczył tylko swego
nazwiska.
Faktycznie bowiem za majątek zapłacił kupiec berliński, Niemiec Bruch,
kupując Horodec jedynie w celu eksploatacji tamtejszego lasu, nie tkniętego
dotąd od wielu dziesiątków lat.
W 1880 r.
właścicielami tej mocno przetrzebionej majętności stała się rodzina de
Pour-baix, pochodzenia belgijskiego. Ostatnim jej dziedzicem do 1939 r. był
Kamil de Pourbaix, szambelan papieski i wielki polski działacz społeczny[6].
W drugiej połowie XIX w. Horodec obejmował obszar 8000 dziesięcin ziemi
uprawnej i lasów. Przed wybuchem pierwszej wojny światowej, a następnie w
okresie międzywojennym powierzchnia majątku znacznie się zmniejszyła.
Od 1834 r., kilka lat z przerwami, przebywał w Horodcu J. I. Kraszewski,
katalogując tam bibliotekę i zbierając materiały do dziejów Wilna. W 1838 r.
wziął też w kaplicy dworskiej ślub z siostrzenicą pani domu, Zofią Woroniczówną,
bratanicą prymasa Jana Pawła Woronicza. Głęboko przywiązany do swych
gospodarzy, rozsławił Kraszewski Horodec szczegółowym opisem jego zbiorów dzieł
sztuki i innych zabytków w książce: Wspomnienia
Wołynia, Polesia i Litwy,
dedykowanej Antoniemu Urbanowskiemu[7].
Nazywany zawsze przez zwiedzających „pałacem”, dom mieszkalny w Horodcu
zasługiwał raczej na miano dworu. Od strony zewnętrznej nie przedstawiał się
bowiem zbyt interesująco. Składał się z dwóch bardzo wydłużonych, ustawionych
do siebie pod kątem prostym korpusów parterowych, z częściami środkowymi
podwyższonymi o niskie piętro. Dziewięcioosiowe skrzydła parterowe kryte były
gładkim dachem trój spadowym, natomiast wysunięte ryzalitami korpusy środkowe -
dachem czterospadowym. Główne wejście mieściło się nie na osi, lecz po prawej
stronie członu środkowego. Poprzedzał je mały ganeczek. Oprócz boni
pokrywających narożniki i dzielących elewacje skrzydeł parterowych na dwa
odcinki, jak też szerokiej, gładkiej opaski międzykondygnacyjnej korpusów
środkowych, dwór w Horodcu nie wykazywał żadnych innych zewnętrznych
szczegółów dekoracyjnych.
Bogatą oprawę plastyczną (stucco lucido) otrzymały natomiast pokoje
reprezentacyjne z sufitami na fasetach zdobionych m.in. liśćmi akantu.
Olśniewał szczególnie wystrój dwóch sal, zajmujących całą szerokość i wysokość
obu członów dwukondygnacyjnych, z oknami na przestrzał. Jedna z nich,
zaprojektowana przez Norowskiego, służyła jako biblioteczna, druga jako balowa.
Miała ona ściany żółto mozaikowane ze złoconymi gzymsami i galerią dla
orkiestry. W sali tej odbywały się bale i koncerty. Antoni Urbanowski
utrzymywał bowiem własną kapelę złożoną z kilkudziesięciu osób, w której
talentem wybijali się dwaj bracia nazwiskiem Lejman - skrzypek i wiolonczelista.
Dwór urządzony był głównie meblami w stylu Ludwika XVI i pierwszego cesarstwa z
epoki. Mieścił też wiele dzieł sztuki pierwszorzędnej wartości.
Zdaje się, że
kolekcjonerem w sensie najszerzej pojętym i głównym twórcą przechowywanych w
Horodcu kolekcji był starszy brat, Krzysztof Urbanowski. Zgromadził on w swoich
Rachnach zarówno cenny księgozbiór, jak galerię obrazów i kolekcję numizmatów
nabytych w Niemirowie po Wincentym Potockim. Ponieważ umarł znacznie wcześniej
od brata młodszego, część swych zbiorów zapisał jemu, a drugą część wnukom
siostry. Z nich Edward Starzyński ofiarował do Horodca wybór stu obrazów, szafy
z numizmatami i dużą część biblioteki[8].
Otrzymane w spadku dzieła Antoni Urbanowski znacznie wzbogacił. Ponieważ był on
przede wszystkim bibliofilem, mimo stosunkowo małego przygotowania naukowego w
ciągu swego życia potrafił zgromadzić bibliotekę, liczącą w 1842 r. do 13 000
tomów. Przeznaczoną na jej przechowanie salę obiegała galeria, na którą wiodły
umieszczone pośrodku spiralne schody. Dół sali zajmowały książki i czasopisma
polskie lub Polski dotyczące, górę - wydawnictwa obce. Biblioteka horodecka,
jak pisze Kraszewski, który na jej temat najwięcej podaje informacji, „wielkim
kosztem czasu, pieniędzy i pracy zgromadzona”, prócz dużej liczby rzadkich
druków mieściła także sporo nie mniej cennych rękopisów[9].
„Pięknością i
sztuką Calligrafa” wyróżniał się, według pisarza, rękopis z XIV w. w języku
francuskim Waleriana Maxyma, folio na pergaminie, z miniaturami, złoceniami i
innymi ozdobami, „niezmiernie kosztowny i ślicznie dochowany”. Z tego samego
czasu pochodziły też rękopisy matematyczne, z jeszcze wcześniejszego księga
akt kaplicy arcybiskupiej z Tuluzy i jakiś rękopis książki do nabożeństwa w
języku arabskim, z wizerunkiem Kaaby. Było też w Horodcu wiele innych manuskryptów,
przeważnie łacińskich i polskich, w tym rodzinnych.
Z rzadkich druków
zachwycił Kraszewskiego „prześliczny egzemplarz na pergaminie Horae
M.V., z ozdobami ksylograficznymi”, drukowany w Paryżu pod koniec
XV w. „na kształt rękopisu”, ozdobna Biblia norymberska z
tego samego czasu, także przypominająca jeszcze formą księgi rękopiśmienne
oraz Catholicon
Jana Balbi, wydany przez Johanna Fusta. Wśród inkunabułów i druków późniejszych
polskich były m.in. książki przedstawiające żywot św. Stanisława (Vita
S. Stanislai) Jana Długosza; Opuscula Jana
Tucholczyka; Statut z 1506 r. Jana Łaskiego; Postylla
Jana Seklucjana z 1556 r.; Biblia Jakuba Wujka
z 1599 r.; Statuta synodalne wrocławskie Jana Hallera [?] i Psałtarz
Dawidów Walentego Wróbla. Wśród rzadkości bibliograficznych
znajdowały się ponadto: Victoria Deorum Sebastiana Klonowicza, Zwierciadło
Mikołaja Reja, a poza tym dzieła Marcina Bielskiego, Bartosza Paprockiego i
wielu innych, w tym nie znane dotąd bibliografom. Zgromadził też Urbanowski w
Horodcu sporo wydawnictw Aldów i Elzevirów, edycje klasyków, mnóstwo publikacji
podróżniczych, jak też prac z dziedziny alchemii, w tym Brandta o nieznanym
imieniu, ornitologicznych Franciszka Levaillanta i niemieckich monografii
muszli, roślin i motyli. Było, poza tym wiele dzieł historycznych z różnego
okresu, wielka liczba broszur z czasów Stanisława Augusta oraz kompletna
francuska encyklopedia metodyczna. Niektóre egzemplarze nosiły autografy
słynnych osobistości, jak Stanisław Grochowski, Stanisław Orzechowski, Szymon
Szymonowicz, Jan Amos Komeński i in. Na jednej z ksiąg widniała dedykacja Aleksandra
Sanuto dla króla Stefana Batorego. Sztuki piękne reprezentowały wydawnictwa
dotyczące zbiorów galerii orleańskiej, drezdeńskiej, luksemburskiej, düsseldorfskiej,
neapolitańskiej, części wiedeńskiej, Ermitażu oraz Herculanum. Była w
bibliotece historia malarstwa włoskiego, były też sztychy Piranesiego i
Davida.
Niezwykle piękną oprawę miały stojące także w sali bibliotecznej szafy,
przeznaczone na numizmaty, kupione również od spadkobierców Wincentego
Potockiego. Dawniej należeć miały one do króla Stanisława Leszczyńskiego.
Kraszewski podejrzewał nawet, że był to dar Ludwika XV dla teścia. Szafy te,
nakryte białymi blatami marmurowymi, dekorowały bogate brązy. Na wieńcach
obiegających je dokoła mieściły się medaliony przedstawiające popiersia
cezarów rzymskich. W miejscach zamków dwa aniołki czy putta wybijały monety
prasą, która zakrywała otwór na klucz. Meble te wspierały się na nogach w
postaci kariatyd, wykonanych także z brązu. Boki zdobiła misterna intarsja z
różnokolorowego drewna. Wnętrze zawierało wiele płaskich szufladek na monety,
brązowe gałki zaś zaopatrzone były w numery.
W tych pięknych szafach przechowywano kilka tysięcy numizmatów, w tym
monety greckie i rzymskie z widokami miast, portretami cesarzy lub członków
ich rodzin. Wielki zbiór polski zawierał głównie egzemplarze z czasów Zygmunta
Augusta i Jana III. Za szczególnie cenny uchodził portugal litewski
dziesięciodukatowy, bity w 1562 r., doskonale zachowany. Z jednej strony
widniało na nim popiersie Zygmunta Augusta, z drugiej Pogoń litewska w
kwiecistych obwódkach.
Za dzieło
najcenniejsze w liczącej około 500 obrazów galerii, uznał Kraszewski Św.
Jana pędzla Leonarda da Vinci, zdaniem jego „niezaprzeczony
oryginał”, noszący datę 1495 r., „w starożytnych prześlicznych ramach”. Wyraz
twarzy świętego, jej uśmiech i łagodność określił jako „zachwycające”. Upływ
czasu, a zapewne także i brak konserwacji sprawiły, wszakże, że płótno to było
mocno pociemniałe, a rysunek niezbyt ostry. Z dwóch obrazów Rubensa, uważanych
także za oryginały, jeden przedstawiał Kobietę nagą w futrze,
drugi Zaślubiny
Najświętszej Panny. Obraz malarza flamandzkiego Roelanta Savery,
„dziwnie wykończony we wszystkich szczegółach”, miał jako temat Wyjście
zwierząt z arki. Św. Cecylia, obraz mały, przypominający raczej
miniaturę, miał być dziełem van der Werfa. Równie mała kopia Rafaela na blasze
wyobrażała Św. Rodzinę według oryginału przechowywanego w
galerii orleańskiej. W kompozycji Zwiastowanie Domenichina
godnymi zastanowienia wydały się Kraszewskiemu „nie tak dwie główne figury,
jako raczej chmura aniołów, spuszczająca się za zwiastującym”. Wielkie
malowidło Batoniego przedstawiało Rodzinę Dariusza i Aleksandra.
Poza tym opisujący Horodec wymieniali jeszcze: obrazek Św.
Franciszek w zachwyceniu szczególnie ulubiony przez pana domu,
który Kraszewski przypisał jednemu z Cranachów; Samarytanka
Angeliki Kauffmann; Karnawał na Piazza Navone w Rzymie Canaletta; Przywrócenie
wzroku św. Pawłowi, wielką kompozycję Szymona Czechowicza; Sąd
Salomona autora nieokreślonego; Zwiastowanie Najśw. Panny
Poelenburgha i Pejzaż morski o zachodzie słońca, może Claude
Lorraine’a. Wyjątkowe miejsce zajmowała w galerii malowana na blasze Najświętsza
Panna z Jezusem, jak przypuszczano, oryginał Guido Reniego. Na
odwrocie, starym
charakterem pisma, umieszczony był następujący nie do końca zrozumiały napis:
„Czego mi Gwido Reni ręka życie
dała,
A ciekawość dowcipu w Rzymie
wychowała.
Potym ze Włoch do Polski za
prezent oddany,
Z podłej ręki do zacnej widzę me
przemiany.
Oh! dziwne ze mną jakieś fortuny
odmiany!
Pierwszym był wizerunkiem
malarskiej dzielności,
Potym usług ofiarą, asz celem
godności”.
Wśród portretów historycznych znajdował się współczesny mu wizerunek króla Augusta II, wykonany jako popiersie na wypukłej blasze. Były, poza tym podobizny dalszych osobistości i rodzinne. Innych obrazów w relacjach nie wymieniono, pozostać więc muszą nieznane. Nikt nie opisał też sreber, brązów ani porcelany, choć i takie zbiory z pewnością musiały w Horodcu istnieć. Z czasem, jak większość kolekcji w Polsce, wszystko to uległo rozproszeniu. Najwcześniej, za panią Izabellą Starzyńską wy wędrował do Drezna zbiór numizmatyczny, gdzie włączony został do już się tam znajdującego. Obrazy przewieziono częściowo do Warszawy, częściowo do Zahiniec. Najdłużej pozostała na miejscu najtrudniejsza do przetransportowania biblioteka, ale i tę w 1868 r. Bolesław Starzyński zabrał do Zahiniec, gdzie na pomieszczenie jej wybudował przy pałacu specjalne pokoje. W Horodcu pozostały jeszcze czas jakiś różne niedobitki, które nie zainteresowały nikogo. W końcu wszystko pochłonął pożar, w 1889 r. spłonęło bowiem całe lewe skrzydło pałacu. Jakiś czas budynek pozostawał bez opieki i powoli niszczał. Odbudował go ostatni właściciel Kamil de Pourbaix, nadając mu jednak wygląd zewnętrzny inny - neorenesansowy. Nowy pałac składał się także z dwóch członów, ustawionych do siebie pod kątem prostym, na planie uproszczonej litery L. Korpus główny, frontowy, dziesięcioosiowy, bryłą swą nawiązujący do najczęściej w budownictwie dworów polskich stosowanych typów, był pośrodku piętrowy, po bokach parterowy. Jego czteroosiową część dwukondygnacyjną, ujętą ramami pilastrów tworzących pozorny ryzalit, poprzedzał portyk arkadowy, dekorowany również pilastrami. Wspierał się na nim otoczony balustradą taras górny. Na cokołach balustrady stały kamienne wazony. Środkowy odcinek elewacji frontowej zamykał szeroki gzyms profilowany oraz trójkątny szczyt ze spływami i dalszymi cokołami z ustawionymi na nich kulami. Szczyt czy raczej facjatkę przebito dużym, półkoliście zamkniętym oknem i dwoma niewielkimi owalnymi okulusami. Trójosiowe odcinki parterowe, ujęte w narożach boniami, na osiach środkowych akcentowały ustawione na gzymsie wieńczącym jeszcze trzy wykonane w piaskowcu cokoły, połączone ze sobą esownicami wolutowymi. Na cokołach stały także wazy. Poza pilastrami i gzymsami gładko tynkowaną elewację zdobiły poziome naczółki prostokątnych* okien. Część dwukondygnacyjną dworu nakrywał wysoki, gładki dach dwuspadowy, części parterowe - dach trój spadowy. Jak od strony zewnętrznej wyglądało mocno wydłużone, nieomal w całości parterowe skrzydło tylne — nie wiadomo[10]. Dochodzący niemal do brzegów Horynia stary park, z jeziorem od strony wjazdu do dworu, alejami lipową, grabową i topolową, sędziwymi topolami „nadwiślańskimi” i skupiskami sosen, po wyjściu z rąk Urbanowskich zdziczał całkowicie. Doprowadzony do porządku w okresie międzywojennym, został później wycięty.
[1] Słownik geograficzny, t. 3, Warszawa 1882, s. 151 i t. 15, Warszawa 1900, s. 578.
[2] S. Kardaszewicz, op. cit.,
s. 271.
[3] K. Niesiecki, Herbarz polski..., t. 9, Lipsk 1842, s. 202.
[4] L. Korwin, (L. Korwin Piotrowski), Szlachta polska
pochodzenia żydowskiego, Kraków 1933, s. 79.
[5] J. M. Giżycki], Spis..., s. 133.
[6] „Rolnik 1867-1937”, [Lwów 1938], s. 124.
[7] J. I. Kraszewski, Wspomnienia...,
t. 1, s. 106 n.
[8] Słownik geograficzny, t. 3, Warszawa 1882, s. 151.
[9] Najwięcej szczegółów dotyczących
biblioteki oraz innych zbiorów podaje J. I. Kraszewski, op. cit.,
s. 107 i n. Dane te powtarzają później inni. Por.: T. J. Stecki, Horodec,
„Kłosy” 1877 nr 636 s. 147 oraz F. Radziszewski, op. cit.,
s. 16.
[10] Fotografie nowego
dworu, jak też jego plan za pośrednictwem p. Witolda Hake autor otrzymał od
syna ostatniego właściciela. Na dalsze pytania autor nie dostał już wszakże
odpowiedzi.