TUCZYN
Dzieje Tuczyna, małego niegdyś miasteczka,
położonego nad Horyniem na pograniczu Wołynia i Polesia, wśród wielkich lasów,
sięgają XVI w.[1] Było ono wówczas siedzibą starego rodu kniaziów Puciatów h. Syrokomla. Anna
Puciatczanka, zamężna 1° voto za Bohdanem Michajłowiczem Siemaszką, w latach
1551-1554 marszałkiem królewskim, 2° voto za kn. Jędrzejem Massalskim,
kasztelanem mścisławskim, zapisała Tuczyn swemu pierwszemu mężowi[2]. Do
klucza tego należały jeszcze wtedy Pustomyty, Korościatyn i wiele innych wsi.
Objęcie dóbr przez syna Bohdana - Aleksandra Siemiaszkę - nie odbyło się
jednak gładko, gdyż zmieniając swój pierwotny zapis, Anna
Siemaszkowa-Massalska zdecydowała się 2/3 swego majątku oddać dzieciom z
drugiego małżeństwa. Między potomkami z obu małżeństw wszczęto proces trwający
do 1614 r. Zatwierdzenie prawa własności do całego klucza otrzymał dopiero
wnuk Bohdana, Mikołaj Siemaszko (zm. w 1618 r.), syn Aleksandra i Anastazji z
Wołłowiczów, kasztelan bracławski, starosta łucki, dziedzic klucza
hubkowskiego, człowiek niezmiernie bogaty. Ufundował on w Tuczynie kościół
katolicki, któremu zapisał dwie wsie. Mikołaj Siemaszko żonaty był dwukrotnie,
najpierw z Anastazją Malińską h. Pietyrog, z którą miał dwie córki, Katarzynę,
zamężną za Eustachym Tyszkiewiczem, wojewodą brzesko-litewskim i Mariannę (zm.
po 1634 r.), za Stanisławem Daniłowiczem h. Sas (zm. w 1632 r.), starostą
czerwonogrodzkim, a po raz drugi z Izabellą Uchańską, z którą był bezpotomny[3].
Sukcesorami Mikołaja Siemaszki zostali Daniłowiczowie, a częściowo także
Tyszkiewiczowie. Sprawa ta nie jest jednak całkiem jasna. Zofia Anna
Daniłowiczówna, bratanica Stanisława, poślubiwszy Jana Cetnera h. Przerowa,
starostę lwowskiego, wniosła Tuczyn w dom mężowski. Ale zaraz w następnym
pokoleniu jej córka Teofila Teresa (zm. w 1741 r.), zamężna od 1720 r. za Józefem
Potockim z Krystynopola (zm. w 1723 r.), strażnikiem wielkim koronnym,
otrzymała dobra te jako swoje wiano. W 1734 r. syn Józefa, Franciszek Salezy
Potocki, wojewoda kijowski, sprzedał Tuczyn za kwotę 625000 zł Stanisławowi
Lubomirskiemu, podstolemu koronnemu z Równego. Jego czterej synowie, dzieląc w
1755 r. olbrzymią ojcowską fortunę na schedy, klucz tuczyński; obejmujący
wtedy Stary i Nowy Tuczyn, Szubków i 9 folwarków, za 600000 złp. sprzedali
Michałowi Walewskiemu, wojewodzie sieradzkiemu.
Walewscy h. Roch II vel Kolumna byli rodziną
szeroko rozrodzoną, sięgającą korzeniami XIV w. Za jej protoplastę uważa się
„Leszka z Walewic”. W ten sposób miał się on podpisać na akcie Konfederacji
Wielkopolskiej w 1382 r.[4] Z
końcem XVI w. zarysowały się dwie główne linie. Zapoczątkowali je w VII
pokoleniu dwaj synowie Adama Mikołaja Walewskiego (zm. w 1587 r.), kasztelana
elbląskiego, żonatego z Anną Firlejówną: Mikołaj, właściciel Walewic,
kasztelan elbląski, starosta nakielski, żonaty dwukrotnie z N. Dorpowską i N.
Padniewską i Piotr (zm. ok. 1605 r.), żonaty z Jadwigą Rembiewską. Michał
Walewski, wojewoda sieradzki, należał do pokolenia XII. Był synem Marcina (zm.
w 1789 r.), pochodzącego z linii młodszej, żonatego najpierw z Antoniną
Magdaleną Szembek (zm. w 1744 r.), matką przyszłego właściciela Tuczyna, a po
jej śmierci z Marcjanną Romer (zm. w 1761 r.). Linia młodsza podzieliła się z
czasem na kilka gałęzi.
Michał Walewski (1735-1806) należał do ludzi
obrotnych i sprytnych zarówno w polityce, jak w interesach. Zaliczał się
początkowo do stronników króla Stanisława Augusta, później jednak wszedł do
Konfederacji Targowickiej. Po jej rozwiązaniu osiadł w Tuczynie, gdzie urządził
sobie wspaniałą rezydencję, o wiele jednak za obszerną i kosztowną jak na
posiadaną fortunę. Mocno ją więc nadwerężył. Ze swą pierwszą żoną Jadwigą Walewską,
córką Józefa i Marii Ludwiki Walewskiej, dziedziczki Walewic, podobnie jak z
drugą, Ksawerą Turnianką z Wielkopolski, z którą wziął ślub po śmierci
pierwszej, miał liczne potomstwo. Trzecia żona, Szczęsna z Michałowskich, z
którą zresztą szybko się rozwiódł, potomstwa nie pozostawiła.
Spośród trzech synów wojewody sieradzkiego
Józef (zm. w 1813 r.), poślubił Marię Czacką, Wojciech - Praksedę
Maszkiewiczównę, a Hieronim - Cecylię Potocką (zm. ok. 1865 r.), córkę Jerzego
Michała, starosty tłumackiego i jego drugiej żony, Tekli z ks. Jabłonowskich.
Najstarsza córka Teodozja wyszła najpierw za mąż za Jana Steckiego z
Międzyrzecza Koreckiego, a po rozwodzie z nim za ks. Stanisława Jabłonowskiego
z Annopola, którego także porzuciła. Teresa poślubiła Adama Bierzyńskiego, a
najmłodsza Karolina - Aleksandra hr. Chodkiewicza z Młynowa.
Po śmierci wojewody Michała Walewskiego
Tuczyn odziedziczył jego najstarszy syn Józef. Uwikłany, podobnie jak jego
bracia, w niepodległościowe sprawy polskie, wywieziony on został w 1812 r. do
Rosji, gdzie w następnym roku umarł. Po nim objął więc dziedzictwo jego jedyny
syn Michał (zm. ok. 1869 r.), żonaty najpierw z Oktawią Lenkiewiczówną, z którą
się rozwiódł i poślubił Amelię ks. Czetwertyńską. Miał on dwóch synów: Józefa,
nieżonatego oraz Michała, ożenionego z N. Sobieszczańską, a także dwie córki,
Jadwigę, niezamężną i Leopoldynę, żonę N. Przesmyckiego. Ostatnim potomkiem
Michała Walewskiego, wojewody sieradzkiego, był syn Michała jun. i
Sobieszczańskiej - Artur. Ostatnimi właścicielami mocno okrojonych dóbr
tuczyńskich byli: jego ojciec Michał i stryj Józef (zm. po II wojnie
światowej).
W 1890 r. nie najlepiej prawdopodobnie
administrowany Tuczyn wystawiony został na licytację. Ponieważ w tych czasach w
guberniach zachodnich Polacy nie mieli prawa nabywać dóbr ziemskich, majątek
ten kupił jakiś Rosjanin. Nowi właściciele zmieniali się zresztą szybko
kilkakrotnie. W końcu na dłużej osiadł w Tuczynie ks. Trubecki, który wybudował
tam nawet nowy, bezstylowy pałac z czerwonej cegły. Budynek ten zrujnowany
został w czasie działań wojennych w 1915 r.
Ale i ks. Trubecki niedługo zabawił na Wołyniu.
W 1910 r. sprzedał on bowiem dawne dobra Walewskich rodzinie Otwinowskich czy
Otfinowskich, pochodzenia polskiego, ale zdaje się zrusyfikowanej. Ostatnią
właścicielką Tuczyna, obejmującego w okresie międzywojennym już tylko 2200 ha,
była do 1939 r. Olga Otwinowska[5].
W dziejach Tuczyna Puciatowie upamiętnili
się wzniesieniem za rzeką zamku obronnego, zdobytego i zniszczonego
dwukrotnie, w r. 1648 i 1649 przez Kozaków. Puścili oni z dymem całe
miasteczko, a warownię zburzyli. Nie wiadomo, czy zamek ów został odbudowany i
czy istniał jeszcze w 1708 r. za Cetnerów, gdy znów spłonęły wszystkie domy
wraz z kościołem. Nie wiemy też, jak wyglądał ów zamek Puciatów. Wykopywane
spod jego gruzów w końcu XVIII w. przedmioty świadczyły o zamożności
właścicieli, jak też o ich poziomie kulturalnym. Do przedmiotów takich należała
staroświecka taca srebrna, misternej roboty, tak piękna, że nie wahano się
ofiarować jej jako cenny prezent ślubny Teresie Walewskiej, wychodzącej
właśnie za mąż za Adama Bierzyńskiego. Po ostatnim pożarze, zamku, jeśli
istniał dotąd, już nie odbudowano, natomiast Daniłowiczowie na przeciwległym
brzegu Horynia wznieśli wielki modrzewiowy
dwór, który w dobrym stanie przetrwał do końca XVIII w.
Rezydencja podaniłowiczowska wydała się
Michałowi Walewskiemu zbyt skromna, wobec czego powziął myśl postawienia
nowej. Pierwowzorem dla niej mogły być zarówno Walewice, jak dużo wspanialszy
Łabuń, czy też wreszcie kilka innych tego samego typu pałaców wołyńskich.
Opracowanie projektu i kierownictwo robót zlecił modnemu pod koniec XVIII w. w
okolicy architektowi Falendynowi [?] Merkowi, mało jednak do dziś poznanemu,
którego nawet brzmienie imienia nie jest pewne[6].
Współdziałał z nim w Łabuniu sztukator Probst „z czeladzią”, pracujący zresztą
także i na terenie Lwowa[7].
Malowidła ścienne wykonał uczeń Józefa Mańkowskiego-Burkiewicz o nieznanym
imieniu. Poza tym przy budowie zatrudniony był jeszcze bardzo przez Merka
ceniony majster Justycki. Budowa pałacu tuczyńskiego trwała od 1790 do 1798 r.
W całości pałac przetrwał tylko niewiele
ponad pół wieku, gdyż w 1850 r. spłonął jego korpus główny. Wygląd tej
rezydencji sprzed pożaru odtworzyć sobie możemy tylko opierając się na dwóch
rycinach, pochodzących z tego samego mniej więcej czasu, to jest z lat
sześćdziesiątych lub siedemdziesiątych XIX w. Jedną z rycin jest nielitografowany
rysunek Napoleona Ordy, drugą litografia Henryka Peyera. Obie pokazują pałac od
strony wjazdu już po pożarze, w identycznym niemal ujęciu. Na ogół wszyscy
współcześni piszą z zachwytem o siedzibie wojewody sieradzkiego. Np. Kajetan
Koźmian uznał, że stał się on „jednym z najpiękniejszych i najozdobniejszych co
do architektury zewnętrznej i wewnętrznej gmachów na Wołyniu”[8].
Zastrzeżenia miał natomiast cytowany wielokrotnie Antoni Andrzejowski, którego
zdaniem „gmach ten nie wytrzymałby zapewne ściśle estetycznego względu”, choć
całość „była okazała i gustowna”.
Podstawowy zespół pałacowy tworzyły trzy jego
człony, to jest dwukondygnacyjny, główny korpus mieszkalny oraz stojące
naprzeciw siebie pawilony, połączone w jedną całość ćwierć kolistymi galeriami.
Pałac otrzymał więc kształt podkowy otwartej w stronę paradnego dziedzińca.
Wszystko wskazuje jednak na to, że narysowany przez Ordę i Peyera zaledwie jako
siedmioosiowy korpus główny był w rzeczywistości dłuższy przynajmniej o cztery
osie. Wynika to zarówno z wrażenia monumentalności, jaki gmach ten sprawiał na
przybyszu, jak też z rozkładu wnętrz. Być może też, iż oprócz parteru i
pierwszego piętra korpus główny miał jeszcze jako kondygnację ostatnią -
mezzanino. Ponieważ część dachowa zniszczona została przez pożar, na rysunkach
zaznaczono je tylko jako rząd postrzępionych fragmentów okien.
Akcentem dominującym w fasadzie głównego
korpusu, założonego na rzucie prostokąta, był czterokolumnowy portyk w wielkim
porządku, zwieńczony prawdopodobnie trójkątnym frontonem z herbami fundatora.
Nie jest rzeczą wykluczoną, że kolumnom wysuniętym, ustawionym na potężnych
bazach, towarzyszyły kolumny lub półkolumny przyścienne. Na tych samych trzech
osiach środkowych w elewacji ogrodowej występował półkolisty ryzalit z
przylegającym do niego tarasem, a po bokach prawdopodobnie krótkie skrzydła.
Oba, zaledwie trójosiowe, o rzucie kwadratów zbliżonych nieco do prostokątów
pawilony zdobiły portyki dwukolumnowe, także w wielkim porządku, zamknięte
również szczytami trójkątnymi. Zewnętrzne boczne elewacje na wysokości piętra
zaopatrzone były w niewielkie balkony. Pawilony nakrywał gładki dach
czterospadowy, pobity gontami. Na temat galerii Henryk Stecki, który znał
dobrze pałac tuczyński z autopsji, pisze, że „nie kolumnadami, jak w Międzyrzeczu,
ale mieszkaniami" łączyły się one z korpusem głównym[9].
Tadeusz Jerzy Stecki natomiast określa galerie jako odkryte krużganki
podtrzymywane podwójnym rzędem ciosowych kolumn[10].
Rację ma z pewnością pierwszy z cytowanych autorów. Potwierdzają to rysunki
Ordy i Peyera, a także inne przekazy. Tylko płaszczyzny międzyokienne zajmowały
owe może istotnie ciosowe półkolumny. Na ich głowicach wspierała się ścianka
attykową, zakrywająca jednospadowy dach, nachylony ku stronie ogrodowej
pałacu.
Główny korpus pałacu miał układ tradycyjnie
dwutraktowy. Jak w większości gmachów późno klasycystycznych, pokoje
reprezentacyjne mieściły się na parterze. Z relacji Andrzejowskiego[11])
i H. Steckiego[12] wynika, że z sieni, w której znajdowały się „piękne” schody wiodące na piętro,
po prawej stronie było wejście do sali bilardowej, wymalowanej w pejzaże przez
Burkiewicza. Nie wiadomo, jakie przeznaczenie miał lewy odcinek traktu
frontowego. Znacznie większe od pozostałych drzwi, umieszczone na osi, wiodły
do głównego salonu i równocześnie sali balowej o kształcie dwukondygnacyjnej
rotundy. Napis nad drzwiami głosił: „DLA SIEBIE, RODZINY, PRZYJACIÓŁ I
POTOMNOŚCI”. Sala ta miała kopułę pokrytą sztukateriami wykonanymi przez
Probsta i jego „czeladź”, ściany mozaikowane i obiegającą ją dokoła galerię z
balkonem dla orkiestry.
Poza salą rotundową także cały trakt ogrodowy
zajmowały „prawdziwie senatorskie komnaty”, jak je określił Andrzejowski. Z
lewej strony do okrągłej sali balowej przylegała wielka sala jadalna, zwana
„szafirową". Dekorowało ją malowidło arabeskowe, naśladujące sztukaterie
białe na tle błękitnym. Po prawej stronie mieściło się kilka następnych pokoi
paradnych. Pierwszy z nich, główny bawialny, mozaikowy w tonacji białej,
wyposażony był w suto rzeźbione drzwi i okna, lakierowane na ten sam kolor i
złocone. Przesłaniały je portiery z adamaszku błękitnego, którym obite były
również na biały kolor lakierowane i złocone meble, prawdopodobnie w stylu
Ludwika XVI. Płaszczyzny między oknami pokrywały ogromne zwierciadła, sięgające
od posadzek po gzyms wieńczący. Jeszcze jedno wielkie lustro umieszczone było
nad „wspaniałym" mozaikowym kominkiem. Ogromną ozdobą tego salonu był
zbiorowy portret wojewody sieradzkiego w otoczeniu rodziny z postaciami
naturalnej wielkości. Sięgał on po sufit, pokrywając w całości jedną ze ścian
bocznych. Obraz ten, który Henryk Stecki określił jako „dobrego pędzla”,
spłonął wraz z pałacem[13].
Do głównego pokoju bawialnego przylegał
gabinet z trzema oknami parapetowymi, wyłożony „sztucznymi marmurami”. Do
wyposażenia nieruchomego należał tu także kominek z takiego samego jak ściany
materiału i zawieszone nad nim naprzeciw środkowego okna wielkie weneckie
zwierciadło, odbijające widoczny poprzez park Horyń i dalszą leżącą za rzeką
okolicę. Meble miały tu obicie z materiału złocistego. Okien celowo nie
wyposażono w firanki, aby nic nie przesłaniało malowniczego widoku. Po tej
samej stronie pałacu znajdował się jeszcze jeden pokój bawialny, ale
usytuowany już w skrzydle. Był on niższy od głównego bawialnego, lecz obszerny,
„wesoły i ozdobny obiciem” w postaci amarantowych portier. Ten sam materiał
posłużył też do pokrycia mebli. Obok mieścił się pokój mieszkalny wojewody
sieradzkiego. Jaki był rozkład innych pokoi oraz ich przeznaczenie, szczupłe
przekazy pamiętnikarskie nie mówią. Prawdopodobnie w samym pałacu, ale nie
wiadomo, w którym miejscu, znajdowała się długa na 60 łokci a szeroka na 20
oranżeria. Piętro składało się z dwóch pięciopokojowych apartamentów
mieszkalnych, z których każdy miał własny przedpokój, każdy był „pięknymi obiciami
oklejony” i miał firanki u okien. Jeszcze jedna sala, nie wiadomo o jakim
przeznaczeniu, mieściła się w lewym pawilonie. Do apartamentów w pawilonie
należał wreszcie wspomniany przez Steckiego pokój sypialny, do którego
wchodziło się przez małe drzwi i parę schodów w dół. Pokój ten, wąski w
stosunku do swej długości, miał w głębi dwie kolumny, tworzące alkowę.
Niestety, poza jednym, mimochodem wspomnianym
obrazem i kilkoma wzmiankami dotyczącymi mebli, u żadnego z pamiętnikarzy nie
znajdujemy choćby pobieżnych informacji na temat innych dzieł sztuki, które
przecież w Tuczynie istnieć musiały. Po śmierci wojewody rozdzielono je
najprawdopodobniej między poszczególnych spadkobierców, część jednak musiała
pozostać na miejscu. Jeśli nie spłonęła wraz z pałacem, z czasem wraz z innymi
przedmiotami uległa rozproszeniu. Do chwili obecnej przetrwały tylko nieliczne
pamiątki, jak np. kubek wykonany w manufakturze petersburskiej z miniaturą
portretu cara Aleksandra I, według tradycji rodzinnej ofiarowany wojewodzie
Michałowi Walewskiemu przez wielkiego ks. Konstantego w czasie przeglądu wojsk
rosyjskich na Wołyniu i jego pobytu w Tuczynie[14].
Zespół pałacowy wznosił się wśród rozległego
parku krajobrazowego, jak wiele innych wołyńskich rozplanowanego może także
przez Miklera. Położenie ogrodu na wysokim brzegu płynącego meandrami Horynia
pozwoliło na stworzenie szeregu perspektyw, otwierających dalekie widoki na
brzeg przeciwległy. Na teren dworu wjeżdżało się najpierw przez wielki
dziedziniec gospodarczy, przy którym stał zapewne także klasycystyczny, nieco
od pałacu mniejszy budynek stajni dla koni. Był on również dwukondygnacyjny, z
piętrem przeznaczonym na pokoje dla administracji i gościnne. Szeroka droga
prowadziła stąd na kolisty czy owalny paradny dziedziniec przedpałacowy,
pokryty krótko strzyżonym gazonem. Po obu stronach przedniej części gazonu
rosły zwarte masywy drzew liściastych z tworzącymi pionowe akcenty świerkami i
topolami włoskimi. Drzewa te obejmowały od tyłu oba pawilony i galerie. Z
drugiego gazonu, założonego poza głównym korpusem pałacu, otwierały się widoki
najpiękniejsze.
W głębi ogrodu wybudował wojewoda teatr, w
którym dawano przedstawienia i koncerty, głównie z okazji imienin licznych
członków rodziny czy też innych rocznic. Szeroko na ich temat rozpisuje się Andrzejowski[15] (15). Na skraju ogrodu, w małym dworku, powiększonym z czasem przez
dobudowanie piętrowego pawilonu, mieszkała długi czas Teodozja
Stecka-Jabłonowska po rozstaniu się z obydwoma mężami.
Od chwili ukończenia pałacu do końca życia
wojewody Michała Walewskiego Tuczyn rozbrzmiewał gwarem nieustannym tłumnych
przyjęć, zabaw, balów, maskarad. Po 1806 r. wszystko to uległo radykalnej
zmianie. Syn Michał prowadził tryb życia ściśle rodzinny. Po jego śmierci na
obczyźnie, główną osobą nadającą ton stała się wdowa po Hieronimie. Cecylia z
Potockich Walewska. Jeszcze bardziej radykalne zmiany zarysowały się po
pożarze pałacu. Jako mieszkanie właścicieli służyły bowiem odtąd ocalałe pawilony
i galerie. Do tych pomieszczeń przeniesiono też wszystkie ocalałe meble,
dzieła sztuki i archiwum. Ale w niedługim czasie spłonął także i jeden z
pawilonów. Od tego momentu Tuczyn przestał być wielkopańską rezydencją. Do
chwili sprzedania majątku właściciele mieszkali tylko w ocalałym pawilonie.
Ruiny spalonego pałacu stały jednak nadal, z powodu swych rozmiarów kojarząc
się czasem przejeżdżającym przez Tuczyn z rzymskim Colosseum. Dopiero pod
koniec XIX w., za czasów rosyjskich, ruiny rozebrano. Część cegieł użyto
zapewne do budowy nowego pałacu ks. Trubeckiego. Olbrzymie bazy kolumn portyku
znalazły się w fundamentach miejscowej cerkwi i synagogi[16]. Do
okresu międzywojennego przetrwał tylko w znacznej części zdziczały i zupełnie
już nieutrzymywany park.
[1] Najobszerniej dzieje Tuczyna przedstawił T. J. Stecki,
Z boru i stepu..., wyd. 2, s. 159 i n. Zanim powtórzył je J. Dunin-Karwicki,
Wędrówka..., s. 105 i n.
[2] K. Niesiecki, Herbarz..., t. 7, Lipsk 1841, s.
573-574.
[3] Ibidem, t. 8, s. 334-335.
[4] Wszystkie dane genealogiczne dotyczące rodziny
Walewskich cytowane są na podstawie opracowanego współcześnie przez Kazimierza
Walewskiego (XVIII pokolenie) ich rodowodu. Maszynopis w posiadaniu autora.
[5] Por.: „Rolnik 1867-1937” [Lwów 1938], s. 121.
[6] Pierwszą wzmiankę, dotyczącą osoby Merka jako twórcy
pałacu w Tuczynie, podaje T. J. Stecki, Z boru i stepu..., s. 167. Por. także:
J. Dunin-Karwicki, Wędrówka..., s. 110. Szerzej działalność Merka omówiłem w
innym miejscu: R. Aftanazy, Architekt Merk i jego dzieła, op. cit., s. 455 i n.
[7] Według informacji Tadeusza Mańkowskiego, jeden z
rysunków architektonicznych, odnoszących się do katedry Św. Jura we Lwowie,
podpisany był przez Probsta.
[8] K. Koźmian, op. cit., t. 1, Poznań 1858, s. 304-305;
A. Andrzejowski, op. cit., t. 1, s. 85.
[9] H. Stecki, Wspomnienia..., s. 35-36.
[10] T. J. Stecki, Z boru i stepu..., s. 160.
[11] A. Andrzejowski, op. cit., t. 1, s. 141 - 142.
[12] H. Stecki, Wspomnienia..., s. 36.
[13] Nie wiadomo, kto był autorem tej wielkiej kompozycji.
Może Józef Oleszkiewicz, który według słów Andrzejowskiego (op. cit., t. 2, s.
19), po powrocie z Paryża zaproszony został do Tuczyna, celem zrobienia
portretu wojewody sieradzkiego. Najprawdopodobniej Michał Walewski polecił
wykonać z tego obrazu znacznie pomniejszone
kopie dla każdego
ze swych dzieci.
Wiadomo o dwóch takich kopiach. Jedna znajdowała się u Steckich w
Romanowie (H. Stecki, op. cit., s. 36) i ta prawdopodobnie nie istnieje.
Druga, będąca niegdyś w posiadaniu spadkobierców Teresy z Walewskich Adamowej
Bierzyńskiej, a następnie rodziny Manteufflów, jest obecnie w zbiorach
wilanowskich. Potraktowana jako oryginał, przypisana została Kazimierzowi Sobińskiemu.
Por.: Portrety osobistości polskich znajdujące się w pokojach i galerii pałacu
w Wilanowie. Katalog. Warszawa 1967, s. 222 i n.
[14] Kubek ten wraz z innymi pamiątkami znajduje się
obecnie w zbiorach Kazimierza Walewskiego w Gdańsku. Jego stryj, pochodzący
także z młodszej linii, Kazimierz Walewski sen., z wykształcenia historyk, w
okresie międzywojennym zebrał w swym majątku Tubądzin w woj. łódzkim wszystkie
możliwe do odszukania oryginalne archiwalia dotyczące Walewskich, porobił
odpisy z dokumentów przechowywanych w zbiorach publicznych i opracował
obszerną monografię linii na Walewicach. Ponadto we dworze swoim zgromadził
ponad sto olejnych portretów rodzinnych od najwcześniejszych z roku 1624,
oryginałów lub kopii, sześć miniatur z wizerunkami na kości słoniowej i ponad
400 fotografii, przedstawiających siedziby Walewskich, fundowane przez nich
kościoły, nagrobki etc. Zebrał, poza tym trochę mebli, także związanych z
rodziną, kryształy, srebra, brązy i innego rodzaju pamiątki. Znaczna część
tych zbiorów przepadła w latach 1939—1945. Z 70-tomowych archiwaliów ocalało
tylko 50 tomów. Kazimierz Walewski jun. przekazał je do Archiwum Akt Dawnych
w Łodzi. Odtworzył także obszerną genealogię rodziny Walewskich, obejmującą
wszystkie jej gałęzie. Ocalałe portrety znalazły się w muzeach Łodzi i
Kalisza, w Sieradzu i jego filii w Tuhadzinie. Informacje Kazimierza
Walewskiego jun. Por. także: E. Chwalewik, op. cit., t. 2, Warszawa 1927, s.
260.
[15] A. Andrzejowski, op. cit., t. 1, s. 116-121, 125-127,
137. Por. także J. Komorowski, op. cit.,
s. 162-163.
[16] Informacje Zbigniewa Rewskiego, konserwatora
wołyńskiego przed 1939 r.